Z rzeczywistości twardych ram
W zapomnienia błogi stan
Porwij i trwajmy już tak.
Wzrokiem pożądania płonącym
Rozbierz mnie w środku nocy
I rozpal dotykiem gorącym.
Pieść bez ustanku
Grą głodnych palców,
Szałem wznieś pocałunków.
Chcę palić się cała
W amoku rozkochania,
I namiętności darowania.
Chcę aby me serce
Po czubki w szaleństwie
Wypełnione szczęściem,
Jak nigdy wcześniej krzyczało
Mało mi, mało;
Choć z trudem ocalało.
Tak chciałabym bardzo
Choć na chwilę małą
Poczuć się bardzo kochaną.
29-07-2011r.
Pod maską
Pod płaszczami uśmiechów
kryję ból i strach
i przytłaczający żal.
Pod maską makijażu
chowam płaczu stan
i nieskończoność mych ran.
Intensywna depresja
uporczywe pazury
wbija w me serce i mózg
Nieustannie wykańcza
chorobowy brak skóry,
trwałe drżenie rąk i nóg.
Powoli zapominam
jak to było być
człowiekiem z powołania.
Gdy cieszy każda chwila.
Codziennością żyć
bez rozpamiętywania.
Uciekać przyszła pora.
Nowego szukać leku
na ten maniakalny stan.
Z nadzieją, że pokora
z osiągniętego wieku
odejmie stracony czas.
Lipiec 2011
„Udręka współczesnego Kolumba"
Dziś Cię niczym węgiel rozżarzona sparzę,
Jutro za najlżejszy nawet dotyk skarzę.
Dziś scałuję pot z całego Twego ciała,
Jutro jednak w karty z Tobą będę grała.
Dziś spakuję wszystkie swoje rzeczy
Zajmie mi to tydzień – kto by tu zaprzeczył.
Chwilę po tym, owszem – zmienię zdanie -
Nie. Na koniec Świata? Nie, nie pójdę za Nim.
Z uwielbieniem dziś kolację przygotuję,
Koszule i spodnie, wszystko uprasuję.
Jutro jednak – sam żeś sobie winien –
Do mnie wrócisz, lecz z najlepszym winem.
Dzisiaj kotku zabierz mnie do kina,
Jutro – spadaj – z kumpelami biba.
A pojutrze – gdzie żeś się podziewał?
Przecież Ciebie nigdy przy mnie nie ma!
Taki padół mężczyzny – odkrywcy,
Co to twierdzi, że w pełni obmyślił
Logikę kobiecej przewrotności
Dumny chodzi – złote jaja znosi.
Lecz, kochani – nic bardziej mylnego
Encyklopedii nie będzie z tego.
Wyprawą Kolumba ciągle się szczycicie.
Choć przykład to marny – zaraz zobaczycie.
Bo morał waśni jest właśnie taki,
Że przykład Kolumba bywa nijaki.
Człowiek do Indii dopłynąć pragnął
Przypadkiem lecz nowy ląd odgadnął.
Ląd to wspaniały, pełen niespodzianek
Co przygód co dzień przyniesie Wam wianek.
I jeszcze jedna rzecz, ważna wielce:
Nie płynął sam, tak jak Wy pragniecie!
Lipiec 2011
Dla Eryki
Jako, że dzień dziś nastał szczególny,
A pogląd ten jest bezsprzecznie ogólny,
Pragnę Ci Mamo z całego serca
Ogłosić, żeś mi wśród pań najlepsza.
Ileż radości w mym sercu gości,
Gdy mam sposobność, by to rozgłosić
I z najwyższą mocą te słowa wyrzec -
- Kocham Cię bardzo – to mogę przyrzec.
Za Twą cierpliwość tak nieskończoną
Gdyś pasażerką przez mnie wożoną.
Za wszelki czas przy kartach spędzony
I Twój wysiłek w sukces włożony,
I zimną krew, co walkę ułatwia,
Gdy częściej mnie wygrana się trafia.
Za wielką pasję odziedziczoną -
- manię kibica dziecku wpojoną.
Za pomoc wszelką, którą mi służysz,
I wszystkie rzeczy, których mnie uczysz.
Za skrzydła, które mi darowałaś
I ufność, którą mi okazałaś.
Za miłość Twoją nader wspaniałą
I za empatię, której niemało.
Że odczuwasz każdy mój ducha stan
I tulisz ciepło od zawsze bez zmian.
Choćbyś się mamo całkiem zmieniła
W co przenigdy bym nie uwierzyła,
Kochać Cię będę zawsze tak samo,
Bo najdroższą ze wszystkich jesteś mi
Mamo
26 Maj 2010
ZIMA
Gdy wszystkie liście z drzew już opadną
I palce w butach zaczynają marznąć,
Wiedz mój maluszku, że już zaczyna
Zbliżać się do nas najprawdziwsza zima.
Czas to magiczny – śmiało Wam powiem,
Bo wszystko wokół mieni się cudownie,
Okryte białą śniegu kołderką
Do zabaw zaprasza znaną piosenką.
Na kulig pojechać przyjacielską grupką,
Bałwana ulepić prześmiesznego z bródką.
Pamiętać lecz trzeba, by ubrać się ciepło
W czapeczkę i szalik, by z nosa nie ciekło.
A wieczorem wspólnie z mamusią i tatą
W kalambury zagrać, no i co Wy na to?
Bajkę na dobranoc opowiedzą babcie,
Wy Im za to co dzień chętnie pomagajcie.
Bowiem dobrym być – to jest najważniejsze,
Gdy w sercu miłość życie jest piękniejsze.
Łatwo Nam wszystkim boczyć się i dąsać ,
Lecz milej na pewno radośnie pląsać.
Zapytacie jeszcze, co na tym zyskacie?
Otóż już się spieszę, już Wam to tłumaczę.
Zima to nie tylko w śniegu zabawy,
To czas jest magią Świąt obdarowany.
Wtedy to wszyscy razem wieczorem
Stają przed suto zastawionym stołem.
Najpierw podzielą się wspólnie opłatkiem
Po czym sycą się Bożym podarkiem.
Lecz jeszcze jedna rzecz Wam została
Ta najważniejsza nieopowiedziana,
Święta to również prezentów jest pora
Dlatego już je pakuję do wora.
Do zobaczenia – Święty Mikołaj.
Grudzień 2009
"W trawie puszczy"
Coś tam brzęczy, coś tam buczy
Wśród wysokich traw, aż huczy.
Zastanawiać Nam się trzeba,
Cóż za wielki rodzaj zwierza?
Jaki spośród wszystkich jucznych
Naszych sumień spokój burzy?
Mając na uwadze przecie,
Że jesteśmy właśnie w lesie.
Pamiętając o jelonkach,
Dzikach, sarnach i zającach.
Obserwując żuczki z bliska,
Omijając lecz mrowiska,
Krokiem cichym i spokojnym
Z uchem mocno wytężonym,
Wędrujemy ścieżką krętą,
Ciesząc się Słonka zachętą.
Aż tu nagle coś tam stuka,
Z prawej, z lewej, zewsząd puka.
Rozglądamy się w około
Marszcząc przy tym bardzo czoło.
Już się każdy schował, schylił,
Tylko ślad został niczyi.
Wcześniej liczna była grupka,
Teraz próżno kogoś szukać.
A tu dalej stuka, puka
I na próżno każdy szuka
W tej gęstwinie krzaków celu,
Uwierzyłoby niewielu,
To, co Nas tak wystraszyło
Całkiem małe przecież było.
W górę głowy się uniosły
Za echa stukiem doniosłym.
I wnet buźki roześmiane,
Bo zagadki rozwiązanie
Proste bardzo jest, a jakże.
No i dla Was będzie także.
Nikt nie zdziwiłby się, przecie
Dzięcioł zamieszkuje w lesie.
Czas więc tę wędrówkę naszą
W las głęboki, ciemny zacząć.
Chociaż ciągle gdzieś w oddali
Jakby kowal młotem walił,
Hałas jakiś niepokoi,
Nikt z Nas przecież się nie boi.
Podziwiając piękne kwiatki
Chowające się pod krzaczki,
Krok po kroku przemierzamy
Gaj ten piękny i wspaniały.
Każdy sobie tu i ówdzie
Jagód, jeżyn owoc skubnie.
Przyznać przecież trzeba, bowiem
Jagód w lesie mamy mrowie.
Wnet sielankę przerwał hałas
I znów strachu cień padł na Nas.
Znów się wkoło rozglądamy, Na ucieczkę chętkę mamy.
Rumor wzrasta coraz bliżej Będzie trzeba jak najwyżej
Schować się i obserwować
Tego lasu gęstą połać.
Jeden schował się za krzaczkiem,
Drugi nakrył się plecaczkiem,
Trzeci z czwartym już na drzewie
Piąty coś tam w ziemi grzebie.
Pewno chce wykopać dziurę,
By w nią cichcem wskoczyć nurem.
Szósty z siódmym za korzeniem
Siedzą tak niepostrzeżenie,
Że ich najsprytniejsza mucha
W tym ukryciu nie wyniucha.
Ósmy i dziewiąty sobie
Siedzą nader grzecznie w rowie,
A dziesiąty niczym zając
Jak najszybciej uciekając
Prawie cały las już przebiegł.
Cóż to będzie, cóż to będzie!
Aż tu nagle tak ryknęło,
Że aż echo las przecięło.
Że aż korzeń się poruszył,
Już dygają siódmy z szóstym.
Nic dziwnego, wszyscy wiedzą,
Że zbyt długo nie usiedzą
W jednym miejscu oba czorty,
Bo już mają pełne szorty.
Uciekają teraz z krzykiem,
Bo ten korzeń wstaje z rykiem.
Popędzili jak rakietka
I schowali się za drzewka.
Teraz wszyscy razem patrzą
Na tę scenę jakże straszną,
To, co miało być korzeniem,
Okazuje się – nim nie jest.
Czymże jednak jest to zwierzę,
Co tą wywołało burzę?
Nogi grube, kołkowate,
Plecy, brzuch szerokie takie,
Głowa większa od jeleniej,
Sierści nadmiar ma na ciele.
Ruchy jakby spowolnione
Cóż się dziwić, waży z tonę.
Lecz jak nazwać to stworzenie,
Które w lesie poruszenie
Wielkie sieje ruchem jednym,
Strasząc grono skautów biednych?
Wszędzie go nie spotkasz, bowiem
Wreszcie nieco ci podpowiem:
Lekko ponad pół tysiąca
Żyje w naszych polskich gąszczach.
Dużo mamy ich w Bieszczadach,
Lecz najwięcej na Mazurach.
W jednej, drugiej, trzeciej Puszczy,
Nad jeziorem też – Raduńskim,
W paru tylko jeszcze miejscach,
Bo się kolos nie przemieszcza.
Chwila więc nadeszła wreszcie,
By Przedstawić Wam i reszcie
Bohatera tego wiersza,
W końcu – ileż można czekać?
Jako Bizon – tak ogółem,
U nas zwany jest on Żubrem.
Czerwiec 2009
Jesteś dla mnie
Jak drogowskaz, do celu prowadzący znak.
Jak powietrze, jednak ciągle tlenu mi brak.
Jak spokój, którego nigdy za wiele.
Jak ogień, co ciało pali szalenie.
Jak woda, rzeką przez duszę płynącą.
Jak czas, co nie daje chwili wytchnienia.
Jak pokarm, smaku skarbnicą sycącą.
Jak marzenia, w oczekiwaniu na spełnienia.
Jesteś mi baśnią, pełną uroku i piękna.
Jesteś mi malarzem, mego losu pisarzem.
Jesteś mi otwartą księgą, po którą codziennie sięgam.
Jesteś mi domem, bezpieczeństwa filarem.
Więc będę się dusić, czekając na Ciebie.
Będę tym płótnem, dla Twych barw palety.
To właśnie Tobie, oddam całą siebie,
To twoje są, me wady, zalety.
Tę jedyną znajdę, pośród gwiazd na niebie,
By lśniła Ci nocą, gdy za mną zatęsknisz.
Kocham Cie coraz mocniej z każdym tchnieniem.
I pójdę za Tobą, dokąd tylko zechcesz.
Maciuś, 08.02.2009
"Dzień Ojca"
W dniu dzisiejszym drogi Tatku,
zdrowia, szczęścia i dostatku.
W życiu samych przyjemności,
w duszy niechaj spokój gości.
Piwko niech się z kranu leje,
a wódeczka z flaszki śmieje,
boś już przecież drogi Tato,
dawno zapracował na to.
Żona by osłodzić bycie,
niech Cię tuli nie wyżycie.
Wnuczka, chociaż tylko jedna,
to i tak litości nie zna.
Córki Twoje dwie wspaniałe –
no - przez Ciebie wychowane,
choć dorosłe trzymaj krótko,
by zwiększyły grono wnucząt.
Jakim jesteś już pozostań,
boś kochańszy jest od Słońca.
Nic nie zmieniaj Tatku w sobie,
taką radę dam dziś Tobie.
Wszystkiego naj naj naj z okazji Dnia Ojca…
23-06-2008
„Satyra na ostra jazde”
Dziś Wam opowiem historię krótką
Choć w sensie dość jest niebanalna
W końcu okaże się wszystkim milutką.
Był sobie razu pewnego Maciej
Ba… Choć zbój to wielki, to jednak
Kochany, był, jest i będzie raczej.
Zagadką jest On dla wszystkich wielką
Bo choć zabawny typ i wesoły
To wylewnością nie grzeszy wszelką.
Można tak o Nim mówić i pisać wiele
Lecz czas już bohatera nakreślić profil
By nie czekać długo zbyt na zakończenie.
Gdy w swym fotelu ulubionym siada
Co funkcji wiele ma dołączonych
Szereg zabawek w panikę już wpada
Grono znów stworzą bardzo zmęczonych.
Najpierw ustawi wszystko jak trzeba
Bo to zajęcie tego wymaga,
Sprzęt ten, gdy zajdzie taka potrzeba
Pomocą Mu służy – mówię Wam – powaga.
Po tych czynnościach wreszcie, a jakże
Rękę swą kładzie twardą na drążku
Gładzi nią, ściska mocno, lecz rozważnie
I jedno z zadań już jest w porządku.
Teraz, by swe móc zacząć zajęcie
Łapie oburącz, przyciąga do siebie,
Tę krągła formę i rusza z zacięciem.
Nogą dociska, mocno i mocniej
A wszyscy wokół zdziwieni bardzo,
Bohater tak bez dłoni pomocnej
Pędzi przed siebie niczym Torpeda
Bo przy Macieju, choć to czasem trudne
Zawsze do celu docierać trzeba.
O celu także powiedzieć należy
Bo punkt to Satyry jest najważniejszy
Osąd Wasz pewnie był pobieżny
Lecz dla mnie i Niego najistotniejszy.
Z czoła ociera potu litrzysko
Choć bardzo się chłopak dwoił i troił
To jeszcze, by jasne było już wszystko
Na koniec Wam powiem mili moi.
Sprawa, choć wielka, to bardzo prosta
Wydawać się mogło inaczej, niestety
Nie będzie z dzieła tego potomstwa
Gdyż Maciej tylko auta trzymał stery.
30.06.2008
"Satyra na Ewkę"
Ma już swe dwadzieścia-parę
Lecz na tyle państwo mili
Nie wygląda Ewka wcale.
Dziwna to rzecz niesłychanie
Dlaczego? Zaraz na każde
Wasze odpowiem pytanie.
W pracy w domu bez wyjątku
Wszędzie ciągle w obowiązku.
Biega, kręci się jak w motku
By wszystko było w porządku.
Bo, choć „mała” to osóbka
Bez wysiłku każdy dojrzy,
Że To żadna jest podróbka,
Gdy mu Ewka w oczy spojrzy.
„Mała”, jak już powiedziałam,
Zaczną wnet się wszyscy dziwić
Przy Niej zawsze wszystko dziala
Bo ma bardzo gibka kibic.
„Mala” – czyli niewysoka,
Lecz to wcale nie przeszkadza,
Gdy popatrzy tak spod oka
Wszystkich wokol strach rozsadza.
Ale, zeby sobie kazdy
Nie pomyslal o Niej blednie
Bron ta trzyma Swa w zanadrzu
I w potrzebie po nia siegnie.
Skoro oczki Jej juz znamy
Pora reszte tej przepieknej
Buzki poznac usmiechnietej,
Gdyz niewiele czasu mamy.
Usta jej czerwone cale
Ni za duze, ni za male
Nosek wienczy w ideale.
Niskie czolko ponad brwiami
Tulac czule zdobia wloski
Krotkie wraz ze spineczkami.
Reszta ciala coz powiedziec...
Chociaz Ewka wciaz narzeka
To jednak musicie wiedziec
Ze piekna jest to kobieta.
Piersi kragle, pelne bardzo
Kryja brzuszek prawie plaski
Przyciajgajac wzrok az nadto
Pozazdroscic takiej „laski”.
Pozazdroscic, ale komu?
Jasne, ze nie byle komu.
Serce Ewka dawno temu
Juz oddala J. lubemu.
Serce takze wazne wielce,
Razem z dusza zespolone,
Niczym plaszcz albo i wiecej
Tworza wielka aureole.
Czas juz choc to bardzo smutne
Konczyc te opowiesc krotka
Rozstac sie z nia bedzie trudne
Lecz bez obaw bo na krotko.
Ewki bowiem wszedzie pelno
Nie ma co z rozpaczy plakac
Dane bedzie nam na pewno
Jeszcze nie raz Ewcie spotkać!
15.07.2008
"Dla Ciebie kochanie"
Dla Ciebie kochanie... mam życia pełne marzenia, planów kosz do spełnienia, lek na twoje pragnienia, miłość do podzielenia, siebie na pożądań zaspokojenia, Dla Ciebie kochanie... gotowa jestem na przygód zdarzenia, cierpieć z utęsknienia, czekać bez wytchnienia, tonąć w uniesieniach, w wieczności żyć zapomnienia, bo Dla Ciebie kochanie... winna jestem dziękowania za skalę twojego oddania...
14.02.2008
W trakcie budowy*
* czyt. aż czegoś znów nie wymyślę - ew. znajdę na to czas
8681 odwiedzający tę stronę to właśnie ty :)
Polecam
Video na dzień/tydzień/miesiąc/rok
Przycisk Facebook "Lubię to"
Spragniona...
Szumi mi ta muzyka w uszach ilekroć wspomnę sobie o maratonie po Górach Stołowych i Śnieżniku...
Ulubione cyctaty:
"Be the change You want to see in the world"
"Freedom is a state of mind" - Oba - Mahatma Gandhi
Absurdy absurdów:
Jeśli zdarzy Ci się zachorować lepiej zdechnij od razu...